AFANTI Tulpar (pies, miot-A)
Charty poznałem u Marcina. Był tam wtedy tazy (Unur), był sloughi (Pamira). Taigany przyjechały z Estonii. Pojawił się miot A — i właśnie wtedy zaczęła się historia hodowli Tulpar. Afanti był z nami od szczeniaczka. Patrzyliśmy, jak rośnie, jak z małego, nieporadnego psa staje się ogromnym, pięknym i dumnym taiganem. Wychowywał się przy małych dzieciach i od początku miał w sobie coś niezwykłego — spokój, siłę i potrzebę opieki. Zawsze stawał w ich obronie, jakby czuł, że są jego stadem, jego rodziną. Dzięki niemu, ale też dzięki całej idei Tulpar, w moim życiu pojawił się Kirgistan. Zaczęliśmy poznawać jego kulturę, tradycje, Nomad Games. Nawet Toguz Korgool stał się częścią naszej codzienności — grą, do której często wracaliśmy, również w klubach gier planszowych. Afanti otworzył nam drzwi do świata, którego wcześniej nie znaliśmy. Był psem pięknym i dumnym. Niezależnym do granic możliwości. Nietresowalnym w zwykłym znaczeniu tego słowa. On nie wykonywał poleceń dlatego, że musiał. On musiał kochać, żeby chcieć słuchać. Zdobył m.in. CAC na wystawie w Mlada Boleslav, bo tylko tam można było wtedy wystawić rasę psa, która nie była uznana w FCI. Pojawił się na kilku innych. Po latach, na wyścigach w 2026 roku, spotkałem malutkiego taigana — urodzonego ponownie w Polsce (w hodowli Renaty Siekańskiej). To było wzruszające spotkanie, jak cichy powrót wspomnień, dawnych dni i wszystkiego, co zaczęło się od Afantiego. Dziś w domu są Sloughi. Ale taigan... tajgan zostanie w sercu na zawsze.
Dominik Siecińśki